30 września 2018

PROJEKT DENKO

Dzień dobry kochani!
Czas leci jak szalony i już mamy końcówkę września. Zużywanie kosmetyków też idzie mi całkiem nieźle. Praktycznie, co miesiąc pojawia się Projekt denko i to z niemałą ilością pustych pojemniczków. Przyznaję, że jestem z tego faktu dumna :)
To tle słowem wstępu, zapraszam na denko pielęgnacyjne.
Dezodoranty:
Dove original – bardzo się z nim polubiłam w ostatnim czasie. Kupiłam zachęcona promocją a trafił on do moich ulubieńców <przeczytaj tu> Ładnie chroni, pachnie i nie zostawia mokrych plam
Nivea pearl&beauty – ulubiony od długiego czasu i praktycznie pojawia się w każdy denku, piękny zapach i dobra ochrona
Rexona Cotton dry – też fajny antyperspirant, ładnie pachnie i dość długo się utrzymuje, jedyne, co zawsze piszę przy dezodorantach Rexony – to to że duszą przy aplikacji.
Żele pod prysznic:
Szampon-żel pod prysznic Cyprys & Grejpfrut – meśki produkt dwa w jednym, bardzo przyjemny i ładnie pachnący. Dobrze się pienił i nie pozostawiał łupieży na głowie
Jones & Black Invigorating Charcoal Body wash + coconut oil – również męski product tym razem tylko żel pod prysznic w wielkim opakowaniu. Zapach jest męski i wyrazisty, żel ten miał intrygujący czarny kolor i dobrze się sprawdził, chociaż trochę zajęło jego zużycie
Pielęgnacja twarzy:
Effaclare la roche posay żel – ukochany od wielu lat i według mnie najlepszy żel do mycia twarzy ever (tu akurat miniaturka z podróży)
Biotanique krem rozświetlający na dzień – bardzo się z tym produktem polubiłam <przeczytajwięcej> ładnie nawilżał i lubiłam wygląd mojej twarzy po jego użyciu
Delia Cosmetics płyn dwufazowy do demakijażu – przyjemny płyn, radził sobie z każdym makijaże nawet wodoodpornym, nie szczypał w oczy <recenzja tu> 
Dłonie:
Cztery pory roku - krem do rąk i paznokci – kupiony w wersji mini do torebki, lekki, zwykły kremik
Le Petit Maresellais krem do rąk – bardziej bogaty krem, nie lepił się i dobrze nawilżał + ładny zapach
Włosy :
L’oreal Preference – odzywka z farby do włosów – i powiem wam, że tak jak farba średnio mi się sprawdziła, bo kolor był nie taki jak powinien tak ta odżywka była naprawdę super i włosy po niej mięciutki i gładkie
L’Oreal Elseve Color-vive – Fajna odżywka w sprayu, ale nic nadzwyczajnego, żeby płacić za nia 20 zł wole Gliss kur za 12 zł
Wella wygładzajacy nabłyszczasz do włosów – działa trochę jak jedwab i bardzo fajnie mi się sprawdził zwłaszcza na końcówki plus piękny zapach <recenzja tu>
Pasta do zębów Blenda Med. 3D white – zwykła pasta z ładnym odświeżającym zapachem, do wybielenia jej daleko
Próbki:
Pharmaceris szampon i odżywka do włosów – bardzo fajny produkt zarówno szampon jak i odżywka
Emotopic emulsja do kąpieli – według mnie nic nie robiła
Emolium wzmacniający balsam do ciała – pojawił się już wcześniej w więkeszej ilości i bardzo go lubię
Synchrovit – fajne kremiki nawilżające do twarzy
Moli Care krem silnie nawilżający – bardzo silnie natłuszczający krem, dużo było go w próbce i był solidnie wyczuwalny na skórze. 
I to tyle, jeśli chodzi o dzisiejsze denko. Za niedługo też możecie spodziewać się zużyć makijażowych, bo jestem w trakcie porządków i pozbywania się starych produktów, które od lat leżą zapomniane na dnie szafy, więc licze, że trochę się ich również uzbiera.
Dajcie koniecznie znać, co Wy w ostatnim czasie zużyłyście i jakimi produktami zużyte kosmetyki zastąpiłyście.
BUZIAKI

28 września 2018

Porównanie : Rimmel Stay Matt vs Maybelline Dream Velvet

Witajcie kochani!
Dziś postanowiłam wprowadzić kolejną serię na moim blogu, jakim będą PORÓWNANIA. Kiedyś kilka postów podobnych się pojawiło, ale tym razem chciałabym trochę bardziej temat rozwinąć i robić tak zwane „bitwy” między produktami zarówno pielęgnacyjnymi jak i makijażowymi.
Będę starała się wybierać produkty jak najbardziej zbliżone do siebie we właściwościach jak i efektach, które mamy nimi uzyskać.
Dzisiaj chciałbym porównać dla Was dwa podkłady, które z opakowania i konsystencji są praktycznie identyczne. Ale czy ich działanie jest podobne?
Rimmel stay matte podkład matujący
Podkład zapobiega świeceniu się cery, a dzięki zastosowaniu mikrosferycznych pudrów skóra jest jedwabiście gładka i miękka. Lekka, kremowa formuła podkładu wyjątkowo łatwo rozprowadza się na skórze, a w połączeniu z emulgatorami żelowymi płynnie i równomiernie łączy się ze skórą bez rolowania się i efektu maski. Matowe wykończenie zawdzięcza opatentowanej japońskiej formule żelu pielęgnacyjnego. Zawarty w podkładzie kaolin zapewnia matową, lecz promienną cerę. Zawiera bardzo lekki matujący puder, wszystko po to, by stworzyć nieskazitelne, jedwabiste, wolne od błyszczenia się wykończenie makijażu, które utrzymuje się cały dzień, pozostawiając skórę świeżą i naturalnie matową.
Maybelline dream velvet podkład matujący
Podkład matujący, który został stworzony z myślą o wymagającej cerze mieszanej. Produkt nie tylko matuje i zapobiega błyszczeniu się twarzy, ale też, dzięki konsystencji ultralekkiego żelu z podwójną zawartością wody, nawilża skórę do 12h . Aksamitnie miękkie pigmenty zapewniają delikatne i matowe wykończenie makijażu, a także sprawiają, że cera wydaje się wyraźnie wygładzona.
Dzięki wyjątkowej formule podkład Dream Velvet charakteryzuje się niezwykłą lekkością oraz unikalnym połączeniem właściwości nawilżających i matujących. Po zastosowaniu podkładu skóra staje się miękka, gładka w dotyku, odpowiednio nawilżona, a także widocznie zmatowiona.
Jak widzicie opisy obu produktów, są do siebie bardzo zbliżone, oba są stworzone na bazie żelu, który ma mieć lekką formułę, ma matowić, nawilżać, kryć i nie tworzyć efektu maski. A jak jest naprawdę?
Opakowania, prócz szaty graficznej są praktycznie identyczne. Konsystencja podobnie: kremowa, dość zbita chociaż w przypadku podkładu z Maybelline jest odczuwalnie lżejsza. Ma to jednak też swoje przełożenie w trwałości podkładu o której mowa będzie za chwile.
Maybelline (po lewej) Rimmel (po prawej)
Jak jeszcze jesteśmy przy konsystencji to muszę wspomnieć o poziomie krycia i wyglądzie na twarzy. W przypadku obu produktów krycie jest solidne, trochę mocniejsze w Rimmel. Oba można budować, ale przy dołożeniu drugiej warstwy są widoczne na twarzy. Jeśłi chodzi o moje odczucia to wolę lżejszą formułę Maybelline ale poziom krycia zdecydowanie z Rimmel. A dlaczego tak jest ? Bo mimo iż ma większe krycie to jest mniej widoczny na twarzy (ja używam do obu gąbeczki i niewielkich ilości). Podkład z Maybelline mam wrażenie, że bardziej osadza się na włoskach nawet w tych miejscach, gdzie jest ich bardzo mało.
Maybelline (po lewej) Rimmel (po prawej)
Oba podkłady mimo zbitej konsystencji są lekkie dla skóry i np. Rimmel Stay Matte w odcieniu najjaśniejszym z gamy (091) lubię używać pod oczy jako korektor – spisuje się super.
OK.. przejdźmy do tej trwałości. Bo to ona zadecydowała głownie o wyniku tej bitwy. Rimmel był moim ulubieńcem w czasach jak miałam większe problemy ze skórą. Trzeba go nałożyć mało, żeby nie robić maski (ale w Maybelline też tak jest) ale utrzymuje się na buzi cały dzień i pozostaje na miejscu przez praktycznie cały dzień.
W przypadku Maybelline niestety już tak kolorowo nie jest. Podkład ma lżejszą formułę i jest mniej wyczuwalny na twarzy jednak ma to swoje przełożenie na jego trwałość, bo po kilku godzinach ściera się, zwłaszcza w miejscach takich jak broda, nos i okolice ust. Więc pod tym względem Rimmel wygrywa.
Maybelline (po lewej) Rimmel (po prawej)
Na koniec matowienie i efekt świecenia się. Rimmel ma matowe wykończenie i jest ono widoczne zaraz po nałożeniu, jak to przy cerze mieszanej/tłustej bywa efekt świecenia tutaj widzimy (u mnie) w okolicy strefy T i płatków nosa po 3-4 godzinach. Ale wystarczy bibułka matująca i po sprawie. Podkład z Maybelline powiedziałabym, że z matowego podchodzi bardziej pod satynowe wykończenie i tutaj wpływ na to mają jego właściwości nawilżające. Świecenie jest umiarkowane, ale po tych 4 h zaczyna się on już wycierać, więc w sumie po tym czasie nie ma co się nam już świecić.
Jak widzicie, podkłady mimo iż według opisu mają robić prawie że to samo, okazały się być komletnie różne. Który wygrywa tą bitwę? Jak dla mnie podkład z Rimmel ma więcej cech, które mi bardziej odpowiadają, jedyne co mógłby mieć to lżejszą formułę, ale jak widać ona w Maybelline spowodowała, że słabo się utrzymuje i dlatego nie wróce do niego jak skończę to opakowanie.
A Wy jakie macie zdanie? Miałyście już któryś z tych podkładów? Dajcie koniecznie znać co o nich myślicie jeśli je testowałyście.
BUZIAKI!

26 września 2018

RECENZJA! Love your body peeling kawowy

Dzień dobry kochani!
Dzisiejszy dzień zaczynamy od sporej dawki Kawy :D ale nie takiej gorącej w kubku a takiej świeżo zmielonej, która ma oczyścić i pobudzić nasze ciało.
Peelingi kawowe są ostatnio bardzo popularne, przyznaję Wam szczerze, że ja robiłam sobie taki peeling zanim jeszcze wszedł na rynek w postaci saszetek. Brałam świeżą zmieloną kawę, trochę olejku kokosowego i masowałam skórę. 
Jest to świetna opcja, ponieważ skóra jest pięknie wypielęgnowana a zawarta w kawie kofeina pobudzała i ujędrniała.
W dzisiejszym poście chciałabym przedstawić Wam peelingi z LOVE your BODY. Dostaniecie je między innymi w SuperPharm za cenę 23,99 zł z 100g.  
Mamy 3 rodzaje, ja posiadam dwa Słodki Kokos i Soczysta Truskawka.

Producent opisuje produkt następująco: Zawarte w peelingu ziarna kawy robusta, dzięki wysokiej zawartości kofeiny, intensywnie pobudzają skórę, opóźniają procesy starzenia i poprawiają jej wygląd. Wraz z solą morską dokładnie oczyszczają i usuwają martwy naskórek. Kawa wraz z olejkiem macadamia wykazują działanie antycellulitowe.
Peelingi dostajemy w saszetkach, które na zewnątrz mają kartonowy materiał, ale w środku wyściełane są metaliczną powłoką, dzięki temu opakowanie może stać pod prysznicem i mamy pewność, że produkt nam się nie zepsuje.  
Zapachy są po prostu obłędne! Bardzo wyraziste i intensywne. Od razu możemy zauważyć ziarenka kawy, cukru i zmielonych owoców czy też innych składników.
Jest to peeling dość mocny, więc nie zalecam stosowania go na cerę naczynkową lub skórę twarzy. Dla mnie świetnie spisuje się na uda, brzuch, pośladki i ręce. Przy okazji wykonywania peelingu ciała peelingują nam się także dłonie więc dostajemy dwa w jednym :D
Samo działanie jest bardzo dobre, skóra jest ładnie oczyszczona, promienista. Nie wysusza się i nie czuć ściągnięcia. Oczywiście po peelingu tak czy siak warto nanieść na nią ulubiony balsam czy krem do ciała.
Jestem bardzo ciekawa czy miałyście już styczność z tymi peelingami i czy może tak jak ja same wcześniej wykonywałyście taki zabieg w domu. Uważam, że dla osób, które lubią pięknie pachnące kosmetyki to będzie strzał w dziesiątkę. No i dla leniuszków także, bo jest to produkt, który samemu możemy wykonać w domu bez większych filozofii i dużej ilości składników. Bo przecież kawę zwykłą i cukier większość z nas w domu posiada :)


BUZIAKI

24 września 2018

Zdrowe przekąski/słodycze z Rossmann - czy są smaczne?

Witajcie kochani!
Zdrowe odżywianie i ograniczenie cukrów w diecie to ostatnio tematy numer jeden. Wiele osób zwraca bardziej uwagę na to, co je. Ja ostatnio też staram się to robić i wprowadziłam lekkie zmiany do mojego jadłospisu. Nie są to może zmiany diametralne, ale też na tym mi nie zależało. Chce się odżywiać zdrowo i nie musieć rezygnować z rzeczy, które lubię i których jedzenie sprawia mi przyjemność. Dlatego pewne elementy postanowiłam ograniczyć, aby lepiej się czuć i wyglądać.
Jak wiecie uwielbiam słodycze w przeróżnej postaci i mimo iż staram się to ograniczyć, (bo np. nie już słodyczy w pracy i wykluczyłam praktycznie z diety napoje gazowane i słodkie soki) to i tak po prostu lubię zjeść sobie od czasu do czasu coś słodkiego. Stąd mój pomysł na ten post :) Jakiś czas temu pojawiła się recenzja batoników bez cukru od Ewy Chodakowskiej <przeczytajcie o nich więcej tu>, które przyznaje pozytywnie mnie zaskoczyły. Postanowiłam, więc wypróbować też inne przekąski, a że do Rossmann mam blisko i jest w nim całkiem spory wybór to dziś zapraszam Was na recenzję kilku przekąsek i batoników właśnie z Rossmann.
bleib gesund, krążki jabłka suszone
Cena: 5,99 za 100g
Krążki jabłka suszone, siarkowane. Krążki jabłka charakteryzują się wysoką zawartością błonnika pokarmowego. Delektuj się krążkami jabłka jako pyszną przekąską w międzyczasie, drobno pokrojonymi jako uzupełnienie musli i jogurtu, a także do gotowania i pieczenia. Opakowanie zawiera 4 porcje.
Smakowo bardzo fajne ale konsystencja była dziwna. Bardziej nazwałabym to jabłkową pianką, dość ciężką do pogryzienia i po kilku dniach gumowatą. Smak bardzo przyjemny, jak normalnie świeże jabłko ale ta konsystencja wypadła słabo. Wolałabym go w postaci bardziej chrupiącego chipsa. 
Ogólna ocena 2/5
Cubes, Superfood snacks, surowe kakao
Cena: 3,99 za 50g
Kakaowe LOVE. W tej odsłonie Cubes rządzi surowe kakao, które posiada wyjątkowe wartości odżywcze. To skarbnica przeciwutleniaczy, głównie polifenoli, które zapobiegają wielu chorobom, jak i substancji, które poprawiają humor i łagodzą stres. Surowe ziarna kakao mają wielokrotnie wyższą zawartość antyoksydantów niż czarne jagody, czerwone wino czy zielona herbata! Nasze Cubes oprócz kakao wypełnia też komosa ryżowa czy daktyl.
Bardzo mi zasmakowały tylko szkoda, że ich tak mało w tym opakowaniu. Chociaż przyznaję, że są sycące. Smaczne i dobrze czuć kakao. Jeśli chodzi o stopień słodkości to jest średni, ale przyjemny.
Ogólna ocena: 4/5
Purella Food, Enjoy Pure Superfood Raw Bar, baton chia, jagody goji, żurawina,
Cena: 3,99 zł za 35g
Baton chia, jagody goji, żurawina. Bez dodatku cukru, bez glutenu, 100% naturalny.
Tak jak bardzo lubię żurawinę i często dodaje ją sobie do płatków owsianych tak tu słabo była wyczuwalna i wcale nie tak słodka jak oczekiwałam. Batonik oceniam średnio bo był mdły w smaku i niezbyt mi przypasował.
Ogólna ocena: 2/5
Purella Food, Enjoy Pure Superfood Raw Bar, baton surowe kakao, orzechy nerkowca
Cena: 3,99 zł za 35g
Baton surowe kakao, orzechy nerkowca. Bez dodatku cukru. Bez glutenu. 100% naturalny.
Po pierwszym rozczarowaniu z batenem żurawinowy do tego podeszłam troche z negatywnym nastawieniem, na szczęście było znacznie lepiej niż u poprzednika. Czuć fajnie kakao i daktyle plus kawałeczki orzechów.
Ocena ogólna: 3,5/4
Superfood snacks - miechunka peruwiańska
Cena: 6,99 zł za 50g
Skład: daktyle, miechunka, migdały, otręby, nerkowiec.
Podobnie jak jego kakaowa wersja te kosteczki też mi smakowały i były nawet troche bardziej słodkie. Przyjemny smak, było czuć migdały, które lubię.
Ogólna ocena: 4/5

Jak sami widzicie z tymi produktami było różnie jeśli chodzi o mój poziom zadowlenia. Przekąski w kształce kosteczek były trafione ale jest ich mało w opakowaniu jak za cenę 7 zł czy 5 w poromocji. Batony nie przekonały mnie do siebie i jak mam być szczera to Be rawr od Ewy Chodakowskiej bardziej mi smakowały niż te.
Dajcie znać czy jadłuście już może któryś z tych produktów i co myślicie wgl o takich produktach, czy uważacie, że warto wydać na nie więcej pieniędzy.
BUZIAKI

22 września 2018

NOWOŚCI Indola Blond Addict

Cześć kochani!
Witajcie w kolejnym poście z nowościami. Ostatnio sporo kosmetyków kolorowych się u mnie pojawiło. Dziś jednak chciałabym przedstawić Wam 3 nowości z fimry Indola do pielęgnacji włosów. Specjalnie dla blondynek powstała seria BLOND ADDICT zawierająca szampon, maskę i spray nabłyszczjący i to własnie o nich chciałabym Wam dziś trochę opowiedzieć.
Indola Blond Addict, szampon do włosów blond
Cena 35zł za 250 ml
Szampon do włosów blond Indola Blonde Addict przeznaczony jest do pielęgnacji wszystkich rodzajów włosów blond i rozjaśnianych. Swoje działanie opiera na technologii Hair-Bond, która regeneruje włókna, rekonstruuje uszkodzenia, doskonale wzmacnia każde pasmo oraz świetnie wzmacnia i chroni włosy przed ponownymi uszkodzeniami. Regularne stosowanie sprawia, że zminimalizowane jest łamanie włosów. 
Zalety szamponu Indola Blonde Addict
  • do pielęgnacji wszystkich rodzajów włosów blond i rozjaśnianych
  • zawiera tehchnologię Hair-Bond, która działa regenerująco na włókna, rekonstruuje uszkodzenia oraz wzmacnia pasma
  • zabezpiecza włosy przed ponownymi uszkodzeniami
  • minimalizuje łamanie włosów
Indola Blond Addict, spray nabłyszczający do chłodnych odcieni blond
Cena: 45,50 zł za 150 ml
Spray nabłyszczający Indola Blond Addict dodaje włosom blond niesamowitego blasku, podkreślając ich piękno. Kosmetyk przeznaczony jest do chłodnych, zimnych odcieni. Lekka konsystencja produktu sprawia, że włosy nie są obciążone. W efekcie są miękkie, gładkie i cudownie połyskują. 
Zalety sprayu Indola Blond Addict
  • doskonale nabłyszcza włosy
  • zmiękcza pasma
  • ma lekką konsystencję
  • przeznaczony jest do chłodnych blondów
Indola Blond Addict, maska do włosów blond, 200ml
Cena: 45,50 za 200 ml
Maska do włosów blond Indola Blond Addict to świetna propozycja dla każdej blondynki. Kosmetyk ten intensywnie zadba o włosy blond, rozjaśniane i z pasemkami. Ma działanie regenerujące, tworzy nowe wiązania oraz redukuje pękanie włosów. Ponadto przywraca połysk oraz witalność włosom. Najlepsze rezultaty osiągniesz, stosując maskę wraz z szamponem Indola Blond Addict. Maska ma przyjemną konsystencję, dzięki temu jest łatwa w użyciu i nie spływa z włosów.
Właściwości maski Indola Blonde Addict
  • do włosów blond, rozjaśnianych i z pasemkami
  • intensywnie pielęgnuje
  • działa regenerująco
  • tworzy nowe wiązania i chroni przed zniszczeniami
  • przyjemna konsystencja
Jestem bardzo ciekawa wszystkich tych produktów i właśnie zabieram się za ich testowanie ;) Opakowania są urocze a zwłaszcza nie mogę się napatrzeć na ten spray i jego kolorystykę.
Dajcie znać czy miałyście już któryś z tych produktów i co o nich sądzicie?
BUZIAKI

19 września 2018

FOR MEN - antyperspirant w sztyfcie OldSpice Whitewater

Witajcie kochani!

Po ostatnim moim wpisie już wiem jak bardzo "lubicie" reklamy firmy OldSpice :D większość Was była zgodna. Jednak muszę przyznać, że jej produkty nadal intrygują , więc dziś kolejny z nich na tapecie.
Coś dla Panów, którzy nie lubią duszących dezodorantów pozostawiających białe plamy na koszulkach czyli - Antyperspirant w sztyfcie OldSpice Whitewater
Cena to 12,99 zł za 50 ml 
Co pisze producent:
Zapach Old Spice Whitewater jest bardzo świeży. Przynajmniej według tych, którzy wiedzą, jak dobrze pachnieć. Dezodorant w sztyfcie Old Spice pomaga Ci pozbyć się nieprzyjemnego zapachu spod pach. Więc szybko chwyć Old Spice i udowodnij, że jego odświeżający zapach to brakujące ogniwo w równaniu męskości.
Old Spice Whitewater zapewnia świeży zapach i rozkoszne uczucie świeżości. Nigdy więcej nieprzyjemnych zapachów spod pachy
Możesz pachnieć jak najpotężniejszy żywioł na ziemi. Gdy użyjesz dezodorantu w sztyfcie Old Spice Whitewater, Twoje ciało będzie świetnie pachnieć, nawet jeśli nie będzie chciało
Łatwy w użyciu aplikator. Wystarczy przekręcić aż do pojawienia się niewielkiej ilości produktu
Nie zostawia białych śladów
Jak jest naprawdę?
Zacznę od tego, że produkt dostajemy w oryginalny i wygodnie leżącym w dłoni opakowaniu. Jego formuła jest zbita i żelowo półprzeźroczysta.
Zapach jak w większości produktów tej marki, jest intensywny i dość specyficzny.  Jest świeży, męski i przyjemny dla nosa. Ta wersja mojemu facetowi spodobała się najbardziej.
Plusem tego antyperspirantu podczas samej aplikacji jest fakt, że nie pyli on i nie dusi. Można go użyć w każdym momencie. Jest mały i dobry do torby np. na siłownie. Po aplikacji czuć go na skórze, ale pacha nie jest mokra ani lepiąca.
Utrzymywanie zapachu można ocenić pozytywnie, ponieważ po kilku godzinach nadal jest on wyczuwalny na skórze. Dodatkowo podczas wysiłku intensyfikuje się i przez to niweluje nieprzyjemne zapachy.
Podsumowując mój facet jest zadowolony z tego produktu i jak sam stwierdził kupiłby go ponownie. Gama zapachowa jest charakterystyczna i zapewne nie dla każdego, ale myślę, że można coś dla siebie wybrać. Ochrona tego antyperspirantu jest dobra, więc nic innego do szczęścia nie potrzeba.
Dajcie znać czy Wasi mężczyźni używają produktów tej firmy i jak im się spisują. A Panowie, który odwiedzają czasem mojego bloga – koniecznie dajcie znać co myślicie o tym produkcie.
BUZIAKI

17 września 2018

You Tube 4 proste zdobienia paznokci / marmurek, róża, serca, abstrakcja /

Hej kochani!

Zapraszam Was serdecznie na kolejny filmik i kolejne 4 proste do wykonania zdobienia paznokci.
Dziś chce pokazać Wam jak przy użyciu nie utwardzonych lakierów hybrydowych stworzyć na prawdę szybko, efektowne zdobienia.
Myślę, że świetnie ożywią one nawet najprostszy look :)

Zachęcam do obejrzenia i dajcie koniecznie znać, który podoba się Wam najbardziej.

BUZIAKI

14 września 2018

Pędzel z Biedronki - hit czy kit?

Dzień dobry kochani!

Jakiś czas temu sferę blogowo/vlogową ogarnął szał zakupów w Biedronce, gdyż w sklepach tych pojawiły się pędzle do makijażu. Pędzle te miały być nie tylko bardzo miękkie to jeszcze bardzo tanie. I tak też się stało, bo cena za 1 sztukę wynosiła 9,99 a przy zakupie dwóch sztuk cena spadała do 7,99 zł.
Nic więc dziwnego, że pędzelki rozeszły sie jak świeże bułeczki i jak popołudniu pojechałam na zakupy to udało mi się kupić jedną sztukę i to dopiero po odwiedzeniu trzeciej biedronki.
Niestety jak się okazało, nie w każdym sklepie były one dostępne a jak już były to w bardzo małych ilościach, co uważam za mega słabe ze strony pomysłodawcy, bo wiadomym było że popyt na nie będzie duży.
No ale przyjdźmy do samego pędzelka :)
Pędzelek, jaki udało mi się kupić nazwany jest Blush Brush - i jak nazwa wskazuje jest to pędzelek do różu, aczkolwiek do samego konturowania też będzie dobry.
Jest dość spory, ścięty i wykonany z dwukolorowego włosia syntetycznego.
Jak widzicie po zdjęciach, włosie jest dość równo ścięte, gdzieniegdzie jednak wystają drobne dłuższe włoski.
Wizualnie pędzelek wygląda na prawdę bardzo ładnie, dziewczęco i uroczo. Rączka jest długa, dobrze leży w dłoni jednak pędzelek sam w sobie jest dość lekki.
Włosie jest zbite ale też mięciutkie. Łatwo i przyjemnie się nim aplikuje produkty. Jeśli chodzi o długość i gęstość to tutaj nie mam się do czego przyczepić.
Nie jest to może pędzelek o najwyższej jakości ale jak za 10 zł uważam że jest bardzo fajny i godny polecenia. Zwłaszcza dla osób, które nie mają zbyt dużego doświadczenia albo zaczynają dopiero swoją przygodę z makijażem.

Jestem bardzo ciekawa czy Wy zaopatrzyłyście się w któryś z tych pędzelków i jakie jest Wasze zdanie na ich temat? Dajcie koniecznie znać!
Zachęcam Was też do obserwowania mnie na Instagramie tam będziecie na bieżąco ze wszelkimi nowościami.
BUZIAKI

12 września 2018

TOP 5 małe torebki, które polecam

Hej Kochane!
Witajcie w kolejnym poście modowym. Dzisiaj chciałabym poruszyć temat moich ulubionych małych torebek, które najczęściej towarzyszą mi podczas wieczornych wyjść, uroczystej kolacji czy większych wydarzeń takich jak śluby, przyjęcia czy inne wyjątkowe uroczystości.
Na początek chciałabym Wam jeszcze podziękować za tak wiele ciepłych słów na temat Stylizacji, jakie pojawiają się zarówno na blogu jak i na Instagramie. Jest mi niezmiernie miło.
Post ten powstaje, ponieważ nieraz dostaję od Was pytania, jaką torebkę zakładam do danej stylizacji bądź, jaką torebkę mam akurat ze sobą i jakie torebki lubię. Dlatego dzisiejszy post poświęcimy właśnie torebkom.

Zacznę od tego, że zwykle wybieram torebki w odcieniach neutralnych. Takich, aby były jak najbardziej funkcjonalne i pasowały do większości stylizacji. Nic, więc dziwnego, że królują u mnie głównie torebki czarne oraz beżowe lub kremowe.
Większość z nich na tzw. wieczorne wyjścia lub uroczystości to małe torebki, jedno kieszeniowe, które mają pomieścić podstawowe rzeczy takie jak dokumenty, pieniądze, telefon, paczkę chusteczek higienicznych, pomadkę, lusterko i może mały flakonik perfum. I możecie mi wierzyć, że w każdej z tych Torebek te rzeczy się mieszczą i to bez upychania, bo bardzo często muszę brać pod uwagę to że w mojej torebce znajdzie się jeszcze portfel mojego faceta i kilka dodatkowych rzeczy które gdzieś są na początku pochowane po jego kieszeniach a potem dla bezpieczeństwa lądują zamknięte w torebce(na pewno każda z Was doskonale zna tą sytuację) :D

Nie przedłużając, przejdźmy do zdjęć i prezentacji moich ulubionych modeli:

Czarna torebka z River Island w stylu rockowym
Czarna pikowana, skórzana torebka z Guess
Pudrowy kremowo różowa torebka z ćwiekami z Mohito
Czarna kopertówka z Mohito z akcentem w odcieniach metaliczno benzynowym. Jest na prawdę pojemna i z giętkiego materiału.

I ostatnia to również kopertówka, trochę mniej pojemna, ale wygodna również z Mohito w kolorze czerwonego wina ze złotym akcentem.

Oczywiście w mojej szafie znajduje się masa innych małych torebek, ale w dzisiejszym poście chciałam przedstawić takie moje top 5 najczęściej przeze mnie używanych.
Dajcie znać, jakie małe torebki na wielkie okazję Wy polecacie i lubicie nosić i która z wyżej pokazanych podoba się Wam najbardziej.
BUZIAKI

10 września 2018

ULUBIEŃCY

Dzień dobry kochani!
Kolejny projekt denko za nami, więc przyszedł czas przedstawić Wam moich ulubieńców minionego miesiąca. W tym miesiącu nie będzie zawrotnej ilości produktów, bo używam wielu produktów, o których wspomniałam Wam w ostatnim wpisie z ulubieńcami <przeczytaj tu>. Jednak kilka rzeczy zasługuje na swoją uwagę, dlatego nie przedłużając zapraszam do czytania:
Krem do twarzy Clinique Pep Start – tak jak krem pod oczy nie zrobił powalającej różnicy tylko zwyczajnie nawilżał, tak krem do twarzy z tej serii jest naprawdę rewelacyjny. Super nawilża twarz, ma SPF i dobrze nadaje się pod makijaż.
Wibo 3 steps to perfect face- trio do konturowania, do którego podchodziłam zwyczajnie okazało się być naprawdę świetnym produktem i używam go ostatnio codziennie. Bronzer dobrze podkreśla kości policzkowe, róż jest mocno napigmentowany (więc tu nie przesadzajcie), ale wygląda zdrowo na twarzy no i hit to rozświetlacz. Spodziewałam się lekkiego rozświetlenia (jak to zwykle w tych paletkach bywa) a okazał się być całkiem niezły glow.
Hean Bamboo fixer powder – puder sypki (a za nimi zbyt nie przepadam) bardzo ładnie prezentuje się na buzi. Uwielbiam go używać latem, kiedy jestem trochę bardziej opalona. Dobrze utrwala makijaż i nadaje skórze ładny kolor.
Bielenda CC cream – bardzo ładnie nawilża skórę, nadaje jej delikatnie opalony kolor lub też podkreśli waszą naturalną opaleniznę (to nie jest samoopalacz, efekt nie jest mocny i trwały na kilka dni) dodatkowo przepięknie pachnie kakaowo <3
Coco Glam – kupiłam zachęcona tyloma recenzjami i potwierdzam działa bardzo fajnie na ząbki. Od razu są bielsze
Lovely Matt Liquid Lipstic – jedna z fajniejszych płynnych matowych pomadek, jaką mam wśród pomadek drogeryjnych. Piękny i intensywny kolor i długo się utrzymuje na ustach.
Zoeva Caramel Melange – nie mogło jej tu nie być! Piękne opakowanie, kolory, pigmentacja i praca z tymi cieniami.
Oriflame woda perfumowana love potion secrets to coś dla miłośników słodkich i intensywnych zapachów. Nie trzeba go dużo aby ładnie pachnieć przez cały dzień. Jak go stosuje to dostaje dużo komplementów i pytań co to za perfumy 
I to już tyle jeśli chodzi o ulubione produkty minionego miesiąca. Dajcie koniecznie znać, czy używałyście któregoś z nich i jak Wam się sprawdził. Może możecie polecić coś nowego do testowania?
BUZIAKI