, , , , ,

Zadbaj o uśmiech z żelem Dr. Martin Schwarz EXPERT 38%

Dzień dobry kochani!
Piękny, zdrowy i biały uśmiech to wizytówka każdego z nas. Zadbane zęby o jasnym kolorze zdecydowanie poprawiają nasz wizerunek i sprawiają, że czujemy się bardziej pewni siebie. Ja o moje uzębienie staram się dbać ze szczególną uwagą, ponieważ zęby mają naprawdę ładny kształt i uśmiech jest dla mnie ważny.
Poza codziennym myciem zębów rano oraz wieczorem i stosowaniem płynu do płukania ust od czasu do czasu sięgam także po bardziej specjalistyczne środki wybielające, które dodatkowo oczyszczają moje zęby i je wybielą.

Pamiętajmy, że wiele produktów spożywczych jakie jemy lub pijemy na co dzień pozostawiają na naszych zębach nie tylko osad, ale i przebarwienia. Do tego typu produktów należą między innymi kawa, herbata, czerwone wino, buraki, pomarańcze, barwione słodycze i wiele innych. Takie preparaty pozwalają nie tylko usunąć osad, ale także i przebarwienia powstałe wskutek codziennej diety.
 Ostatnio trafiłam na całkiem nową (dla mnie) firmę Dr. Martin Schwarz. To niemiecka marka produktów do pielęgnacji jamy ustnej i zębów. Marka ta w swoim asortymencie posiada pasty do zębów, żele wybielające, akcesoria do pielęgnacji zębów i wiele innych. Zachęcam Was do odwiedzenia ich strony < Dr. Martin Schwarz> tam będziecie mogli znaleźć pełen asortyment i opis produktów.
Przez ostatnie kilka tygodni testowałam dla Was profesjonalny produkt wybielający Dr. Martin Schwarz EXPERT 38%. 
Jest to specjalistyczny preparat w formie żelu, który ma wybierać nasze zęby i dawać efekt zbliżony do takiego, jakiego możemy uzyskać w gabinecie dentystycznym. Żel ten ma precyzyjnie dobrane stężenie nadtlenku karbamidu, dzięki czemu pozwala na bezpieczne, szybkie i skuteczne wybielanie zębów w domu. 
Decydując się na zamówienie kuracji na stronie musimy prócz żelu zaopatrzyć się także w termokurczliwe nakładki na zęby.
Wszystko przychodzi do nas w ładnych kartonikach i przyznaje, że czarne lekko matowe opakowanie żelu wygląda naprawdę bardzo elegancko i estetycznie, i bardzo mi się spodobało. Dużym plusem jest także to, że dostajemy pojemnik do nakładek na zęby. Pozwoli nam to zachować ich sterylność i czystość.
Sam zabieg wybielania w domu nie jest skomplikowany. Przed przystąpieniem do zabiegu musimy nasze zęby umyć i delikatnie osuszyć. Nakładkę termokurczliwą dostosowujemy do swoich zębów bardzo szybko, wystarczy zamoczyć je na chwilę w gorącej wodzie, następnie zacisnąć na zębach i zamoczyć w zimnej wodzie i gotowe.

Dalej wystarczy na nakładki wycisnąć żel ze specjalnej strzykawki. W instrukcji obsługi mamy zalecone, że grubość żelu powinna wynosić około 3 mm i powinniśmy rozprowadzać go tak aby po włożeniu nakładek na zęby żel nie dotykał nam dziąseł (bo może je podrażnić). Ja mam na to prosty sposób najpierw nakładam żel na dolną część nakładki (czyli w tym miejscu, gdzie nakładka będzie dotykała krawędzi zębów) i dopiero po rozprowadzamy po ściankach tak mniej więcej do połowy ich wysokości aby nie dotykały do moich dziąseł i sprawdza się to dobrze.
Nakładki zakładamy na zęby i czekamy 30 min. Jeśli macie zęby bardziej wrażliwe producent zaleca nałożenie ich na około 20 min. U mnie po 30 min nie wystąpiła absolutnie żadne podrażnienie więc jest to plus.
Z racji tego, że w naszej buzi będzie nakładka przez 30 min musicie przygotować się na to, że będziecie mieli lekki ślinotok. Tak dzieje się przy każdym produkcie z nakładkami. Ja z reguły wybielanie zaczynam podczas wieczornej pielęgnacji wkładam sobie nakładki na zęby i zaczynam pielęgnację wieczorna. Zmywam makijaż a następnie idę sobie pod prysznic wtedy nawet jeżeli trochę śliny wydostanie się na zewnątrz to od razu ją spłukuje będąc pod prysznicem i nie dzieje się nic złego. Jeżeli jednak chcecie zrobić to w ciągu dnia to zalecam mieć ze sobą kawałek ręcznika papierowego lub po prostu chusteczkę. 
Bardzo dużym plusem samego preparatu jest to, że nie ma on nie przyjemnego smaku. Niestety większość produktów tego typu ma bardzo niemiły smak i po zmieszaniu ze śliną rozprowadza się on po całej jamie ustnej. Tutaj smak nie występuje jest bardzo duży plus, ponieważ tak naprawdę wybielanie jest nieinwazyjne i przyjemne.
Po 30 min wyciągamy silikonowe nakładki z buzi przepłukujemy porządnie jamę ustną i gotowe!

Z racji tego, że stężenie produktu jest duże, producent zaleca, aby zabieg przeprowadzać z co najmniej dwudniowym przerwą. Ja stosowałam się do tych zaleceń, dodatkowo w międzyczasie używałam pasty do zębów chroniącej szkliwo.
Po pierwszym użyciu zęby są zdecydowanie gładsze. Efekty rozjaśnienia zaczynamy widzieć po minimum trzech użyciach ale jeżeli oczekujemy bardzo dużego wybielenia to trzeba ten zabieg powtórzyć jeszcze kilka razy.
Ja jeszcze nie kończę mojej kuracji, ale póki co jestem z niej zadowolona, ponieważ zęby są wyraźnie oczyszczone i już widzę różnicę. Przebarwienia te bliżej zwłaszcza dziąseł i szparach między zębami są zniwelowane a na tym też mi zależy, ponieważ przy codziennym szczotkowaniu zębów nie jesteśmy w stanie aż tak bardzo dokładnie tego usunąć.
Myślę, że po całkowitym zakończeniu kuracji wrócę do tego produktu, ponieważ efekt jest zadowalający, nie wystąpiło u mnie żadne podrażnienie – które w przypadku innych produktów występowało więc tutaj działa to bardzo na plus. I wiem, że jeżeli będę stosować go dalej to będę cieszyła się pięknym, białym uśmiechem przez długi czas.
Dajcie koniecznie znać, czy miałyście już okazję wybielać zęby same w domu? Może też używałyście tego produktu? Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii na temat wybielania zębów w domu.
Produkt Dr. Martin Schwarz EXPERT 38%. Jest dla mnie dużym zaskoczeniem i chętnie po niego sięgnę ponownie. Więc jeśli macie przebarwienia na zębach, lub po prostu chcecie mieć bielszy i zdrowo wyglądający uśmiech to zachęcam spróbować ten preparat.
BUZIAKI
Share:
Read More
, , , , , , ,

RECENZJA! Revers Cosmetics Show Glow lakier do ust

Dzień dobry kochani!
Nie wiem jak Wy, ale ja często mam tak, że jeśli nie mam weny na makijaż lub nie chcę mocno malować oczu, a chcę, żeby na mojej twarzy coś się działo, to stawiam na pięknie podkreślone usta.
Mocne usta to także element bardzo przyciągający wzrok.
Jakiś czas temu modne były matowe pomadki, ale odchodzą one na dalszy plan i wracają do łask błyszczące usta. Marka Revers Cosmetics na tę okoliczność ma dla nas produkt idealny, który nie tylko ładnie podkreśli kształt Waszych ust, ale także nada im piękny blask – Lakier go ust Show Glow.
Na stronie sklepu Revers mamy do wyboru 6 kolorów, ja zdecydowałam się na numer 25 Lady in red. Za 5,5 ml płacimy raptem 8,99 zł.
Producent obiecuje nam, że Show Glow to innowacyjny lakier, do ust który ma nie tylko dawać trwały pigment, ale także głębię koloru. Są to szminki o metalicznym efekcie, które mają łatwo pokrywać usta i dawać im pełen blask, ponieważ zawiera odbijające światło pigmenty.
Produkt ten dostajemy w standardowym pojemniczku, ale tak samo jak zamysł błyszczenia ono także przyciąga wzrok. Aplikator jest zgrabny i precyzyjny i ma długą rureczkę, dzięki temu dojdziemy do samego dna opakowania i produkt się nie zmarnuje.
Jak widzicie zdecydowałam się na kolor bardzo intensywny, który wydobędzie z moich ust to co najlepsze. Pigment jest intensywny, dwa pociągnięcia wystarczą, aby w pełni pokryć je kolorem, bez smug i prześwitów.
Konsystencja jest standardowa jak w przypadku błyszczyków, ale plusem jest to, że nie lepi się on jak większość z nich.  Ale na plus działa też to, że nie jest on mocno lejący, mimo to radziłabym używać go z konturówką, zwłaszcza jeśli trochę chcecie obrysować swoje usta. Nie mogę nie wspomnieć o zapachu, bo jest po prostu boski – słodki i cukierkowy wręcz.
Myślę, że na temat trwałości nie muszę się dużo rozpisywać. Nie jest to pomadka zastygająca, więc musimy liczyć się z tym, że jak zjemy coś, to zetrze się on nam z ust. Na szczęście nie przenosi się na resztę twarzy! Przez swój pigment barwi on jednak usta, więc jak go „zjemy” to usta nie będą totalnie blade. Oczywiście zmyjemy go bez problemu płynem czy mleczkiem do demakijażu.
Jak widzicie na zdjęciu wyżej efekt daje bardzo ładny i byłam pozytywnie zaskoczona aż takim blaskiem! Usta pięknie się błyszczą, wręcz odbijają światło i dodatkowo dzięki temu wyglądają na większe a to dla mnie kolejny plus.
Dajcie koniecznie znać, jak podoba się Wam taki efekt i czy miałyście już kiedyś ten produkt? Stawiacie bardziej na mat czy także wróciłyście do trendu blasku na ustach?
BUZIAKI

Share:
Read More
, , , , , , , , ,

Nowości z Lily Lolo

Dzień dobry kochani!
To, że uwielbiam produkty mineralne już Was chyba nie dziwi. Pojawia się ich sporo w mojej kosmetyczce i już praktycznie zdominowały makijaż. Idzie to za sprawą nie tylko pięknego wyglądu, ale także dobrego wpływu na moją cerę.
Markę Lily Lolo już dobrze znacie z mojego bloga, nie raz Wam wspomniałam o ich produktach. Jak dotąd jestem totalnie zauroczona ich kosmetykami. Dlatego też dziś przychodzę do Was z kolejną porcją nowości.
To, że bardzo je lubię i mi się sprawdzają może świadczyć fakt, że mam Wam dziś do przedstawienia ponownie Podkład Mineralny z SPF 15 – tym razem wybrałam odcień Barely Buff, który idealnie pasuje do mojej opalonej latem cery.
W słoiczku dostajemy aż 10g produktu, najpierw myślałam, że to nie wiele, ale możecie mi wierzyć, że starczy to Wam na naprawdę długi czas. Za takie opakowanie płacimy 81,90 zł.
Jest to podkład mineralny o jasnym/średnio-jasnym odcieniu ze zbalansowanym kolorytem dla jasnej cery. Posiada naturalny filtr przeciwsłoneczny SPF 15.
Coś czego zapewne się nie spodziewacie, podkład ten jest wodoodporny a przy tym ma bardzo lekką formułę i mimo nakładanie warstw, aby osiągnąć większe krycie, pozwoli naszej skórze oddycha. I to jest też coś za co go lubię, ponieważ nie zapycha, a jak skóra oddycha to robi nam się mniej krostek, pryszczy czy zaskórników.
A największym plusem jest fakt, że jest to produkt w 100% naturalny.
W obecnym czasie makijaż, nawet dzienny nie istnieje bez odpowiedniego GLOW! Bardzo mnie ciekawiły sypkie rozświetlacze, bo nigdy ich nie używałam. Lily Lolo w swojej ofercie ma Rozświetlacz Mineralny w odcieniu Star Dust.
Dostajemy go także w zakręcanym słoiczku, tym razem 6g i za cenę 81,90 zł
Kolor tego kosmetyku jest wręcz idealny! Świetnie sprawdzi się zarówno na co dzień jak i na wieczorne wyjście. Określiłabym go jako szampański, lekko wpadające w złotawe tony, ale bardzo delikatnie.
Opakowanie ma klasyczne, eleganckie i po odkręceniu wieczka mamy wygodne siteczko, aby produkt wydostać. Nadaje on ładny blask i delikatnie połyskuje. Dodatkowo możemy go aplikować nie tylko na twarz, ale i ciało. Pięknie wygląda na ramionach czy dekolcie.
Producent podpowiada, że możemy go połączyć z ulubionym kremem czy balsamem i stosować także w taki sposób.
Aplikacja jest bardzo przyjemna i pięknie wygląda on na szczytach kości policzkowych. Jeśli nabierzemy go niewielką ilość uzyskamy delikatny, naturalny efekt. Można go jednak budować, więc jeśli ktoś chce uzyskać intensywny GLOW to także będzie zadowolony.
Naturalne światło w pomieszczeniu
w świetle dziennym (słoneczny dzień)
Kolejne dwa produkty, o których chcę Wam opowiedzieć bez problemu dadzą sobie rade z każdymi, nawet tymi niesfornymi brwiami.
W małym uroczym opakowaniu kryje się Eyebrow Duo czyli cień do brwi oraz wosk. Dla blondynek wolących chłodniejsze tony polecam odcień Light – na taki też ja się zdecydowałam. Kolorek Medium wpada w rudawe tony, zaś Dark jest ciemny – super dla brunetek lub szatynek.
To małe pudełeczko kryje w sobie 2g kosmetyków i kosztuje 48,50 zł.
I tak jak w przypadku takich produktów – zaczynam od cienia, gdzie wypełniam i przyciemniam trochę moje brwi a następnie woskiem nadaje im kształt i sprawiam, że brwi pozostaną na swoim miejscu przez cały dzień.
Podoba mi się w tym produkcie, że jest lekki a wosk nie zlepia brzydko brwi tylko ładnie je trzyma i jest prawie niewidoczny. Brwi trzymają się caluteńki dzień i nie muszę martwić się o ich poprawi.
Oczywiście do brwi niezbędny jest także precyzyjny pędzelek i tutaj chcę Wam przedstawić świetną opcję. Angled Brow - Spoolie Brush to podwójny pędzelek, który z jednej strony ma szczoteczkę, która bardzo fajnie rozczesuje brwi a z drugiej strony skośnie ścięty precyzyjny pędzelek do ich wypełniania. Jest on dość gruby i na początku nie każdemu może się spodobać, ale uważam, że jest to kwestia przyzwyczajenia. Mi się on sprawdza i też dzięki swojej gęstości usprawnia malowanie brwi.
Podwójny pędzelek, który powinien znaleźć się w każdej kosmetyczce. Szczoteczka świetnie sprawdzi się przy rozczesaniu brwi i rozdzielaniu rzęs, z kolei pędzelek o grubym, twardym włosiu okaże się niezastąpiony przy aplikacji cieni i wosku do wymodelowania i podkreślenia brwi.
Jestem bardzo zadowolona z tego zestawu i jak widzicie brwi prezentują się bardzo dobrze.
Na twarzy: podkład mineralny + Duo na brwiach
Jak sami widzicie kosmetyki te na buzi wyglądają naprawdę bardzo dobrze. Składniki naturalne są wyjątkowo łagodne dla skóry. Zachęcam Was także do przeczytania recenzji kilku innych produktów - myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie.
Kosmetyki te oczywiście dostaniecie na stronie Costasy, gdzie możecie przeczytać więcje informacji o składzie jak również właściwościach kosmetyków. Oczywiście strefa komentarzy jest także do Waszej dyspozycji, więc nie zapomnijcie dać znać, który z tych kosmetyków zaciekawił Was najbardziej :)
BUZIAKI
Share:
Read More
, , , , ,

Batiste suche szampony

Dzień dobry kochani!
Mycie włosów codziennie lub nawet co drugi dzień jest dość uciążliwe. Zwłaszcza jak ma się długie włosy. Mówi się także, że takie często ich mycie, wcale nie jest takie dobre. Ja osobiście swoje włosy myję średnio co trzeci dzień, czyli dwa, trzy razy w tygodniu w zależności od potrzeby. Ale co zrobić, kiedy nasze włosy nie wyglądają najświeżej a np. nie mamy jak i gdzie ich umyć? Tutaj z pomocą przychodzą mi suche szampony.

Używałam już kilka różnych firm, ale przyznaje, że najlepiej sprawdzają mi się suche szampony z marki Batiste – jak widzicie mam ich kilka w wersji dużej oraz podróżnej. 
Ale zacznijmy od tego w ogóle co to jest suchy szampon i jak działa?
Suchy szampon Batiste w dużej mierze składa się ze skrobi z ryżu siewnego, jest to naturalna substancja, która pomaga niwelować wydzielone przez skórę głowy sebum. Więc jest to produkt całkowicie bezpieczny. Skrobia z ryżu siewnego ma także doskonałe właściwości kojąco-łagodzące, odżywcze i wspomagające nawilżenie skóry.
Batiste posiada certyfikat produktu wegańskiego i przy produkcji żadnego z ich składników nie ucierpiało żadne zwierzę. 
Jak widzie na zdjęciu wyżej jest to produkt, który bez problemu możecie zabrać ze sobą w podróż, dzięki mniejszemu opakowaniu. Prócz suchych szamponów mają oni także inne produkty stylizujące np. lakiery do włosów.
Ja szamponu używam raz max dwa razy w tygodniu w dzień, w który wiem, że wieczorem będę myła włosy. Wtedy nie wyglądają one świeżo, ale nie są też bardzo mocno tłuste. Najpierw rozczesuję włosy, następnie wstrząsam pojemnik i psikam suchym szampon u nasady włosów. Zostawiam na chwilkę po czym wmasowuję lub wczesuję we włosy.
Dają one naprawdę bardzo fajny efekt i sebum na odrostach jest zniwelowane a ja mogę się resztę dnia cieszyć świeżymi i pięknie pachnącymi włosami. I tutaj zapachy też są dużym plusem, prócz wersji, którą widzicie na zdjęciu do moich ulubionych należy także wersja tropikalna. Pachną one bardzo przyjemnie.

Ja z czystym sumieniem mogę polecić Wam ich produkty, bo dobrze działają i nie bielą włosów a to także w przypadku suchych szamponów jest bardzo istotnym elementem.
Musimy jednak pamiętać, że suchy szampon nie ma za zadanie umyć naszych włosów a jedynie je odświeżyć, więc zaleca się następnego dnia po użyciu włosy umyć, bo kolejna warstwa może je już obciążyć i nie będą wyglądały dobrze.
Dajcie koniecznie znać, czy używacie suchych szamponów i jeśli są to szampony marki Batiste to za co je lubcie!
BUZIAKI
Share:
Read More
, , , , ,

RECENZJA! Revers Cosmetics paleta cieni New City Trends

Dzień dobry kochani!
Piękna pogoda nas nie opuszcza i bardzo dobrze, bo od razu człowiek ma więcej energii do działania. Ja ostatnio miałam bardzo napięty grafik, ale mimo to staram się dla Was znajdować coraz to nowsze perełki z makijażu i pielęgnacji. Były też ostatnio duże porządki – kiedyś trzeba było je zrobić i sporo pustych pudełek trafiło do kosza <projekt denko tutaj>.

Dziś jednak bardzo pozytywna recenzje paletki cieni Revers Cosmetics New City Trends.
Ja ją mam w numerze 07 i za 6 cieni musimy zapłacić na stronie producenta 14,99 zł

Kolorystyka trafia idealnie w mój gust! Mamy tu zarówno jasne, bazowe cienie, trochę połysku i burgundowych tonów jak i ciemniejszą śliwkę. W palecie mamy cienie zarówno matowe, jak i satynowe i metaliczne. Dzięki temu jesteśmy w stanie stworzyć zarówno makijaż dzienny jak i wieczorowy. 
Jak możecie zobaczyć niżej pigmentacja jest naprawdę bardzo fajna i myślę, że jak za tą cenę, dobrze wykonuje się nią makijaż. Cieszą mnie dwa jasne odcienie, które nadają się pod łuk brwiowy lub jako cień bazowy. Piękne złoto dobrze spisuje się na ruchomą część powieki a w zależności od okazji możemy użyć burgundu, który lekko dziennie przyciemni powiekę, lub śliwki, która w paletkę wygląda jasno, ale na swtachu już widać, że jest to dobry odcień do przyciemnienie zewnętrznego kącika.
Paletka jest plastikowa, ale dobrze wykonana, będzie fajna na wyjazdy, bo nie zajmuje dużo miejsca. Nie posiada lusterka – tutaj kwestia indywidualna czy lubicie, jak jest czy też nie, ale pamiętajmy że jest to paletka za 15 zł a w tej cenie rzadko kiedy to lusterko jest. Mi osobiście to nie przeszkadza, bo zawsze na wyjeździe mam jakiś kosmetyk który lusterko ma. 
Co do samych cieni, konsystencję mają bardziej pudrową, ale na szczęście nie osypują się mocno i jak widać te metaliczne są bardziej kremowe przez co ich pigment wyróżnia się na tle innych. Na powiece dobrze się z nimi pracuje, ale dla początkujących polecam dokładać sobie koloru niż od razu ładować dużo cienia na powiekę.
Jak widzicie niżej na powiece cienie wyglądają ładnie i nie zlewają się ze sobą. Dobrze się je rozciera i łączy ze sobą. 

Revers Cosmetic zaskakuje mnie za każdym razem. Pozytywnie rzecz jasna. Za niewielkie pieniądze dostajemy kosmetyki warte polecenia, którymi możemy stworzyć naprawdę fajny look. Więc jeśli jeszcze się zastanawiacie, czy warto? Warto! Ja jestem z ich produktów zadowolona i chętnie sięgam po cienie z tej paletki.
Dajcie znać, co myślicie na temat tej kolorystyki? Może już miałyście okazję używać cieni z tej paletki? Jak Wam się z nimi pracuje?
BUZIAKI
Share:
Read More
, , , , , , , , , , , , , , ,

PROJEKT DENKO

Dzień dobry kochani!
Kolejny projekt denko czas zacząć! Czy tylko mi puste opakowania się tak szybko zbierają? Aż sama jestem w szoku, ile tego jest po w sumie niewielkim okresie czasu. Nie ma co, ostro zabrałam się za zużywanie tego co mam w szafie – a zapowiadam, że to jeszcze nie koniec!
Każdy doskonale już wie na czym te posty polegają, więc bez zbędnej pisaniny zapraszam do dalszego czytania. 
Zacznę od kosmetyków do pielęgnacji twarzy, tutaj mamy samych ulubieńców i produktów, do których na pewno wrócę i które mogę Wam polecić
Vichy Idealia – bardzo przyjemny, lekki i dobrze nawilżający kremik do twarzy, polecam go Wam bardzo
Oriflame Royal Velvet – silnie regenerujący i odżywczy krem do twarzy, już nie raz mogłyście zobaczyć produkty tej serii u mnie na blogu, bo bardzo je lubię
Delia Cosmetics Under eye – lekki, przyjemnie nawilżający krem pod oczy <czytaj więcej>
L’Oreal Revita Lift – serum do twarzy, superlekka formuła lubiłam go używać pod makijaż <czytaj więcej>
Garra Rufa Cosmetics – kremik do twarzy z ciekawym aplikatorem, dobrze nawilżał skórę <czytaj więcej>
Christain Breton – dość drogie serum, ale także robi robotę. Polecam stosować na noc, rano wstajecie twarzy wygląda bosko
Jak jesteśmy przy twarzy to też demakijaż i tutaj tradycyjnie waciki z Be Beauty Biedronki oraz dwa płyny micelarne – duża butla z L’Oreal – bardzo go lubię i radzi sobie absolutnie z każdym makijażem + mini pudełeczko płynu dwufazowego z Delia Cosmetics, które uwielbiam na wyjazdy. <czytaj więcej>
Kolejna grupa produktów, których u mnie jest zawsze dużo to dezodoranty. Nie wiem jak to się dzieje, że ja ich tyle zawsze mam :D jakoś za szybko się kończą a ja też lubię ładnie pachnieć.
I tak od lewej Dove go fresh , Nivea Blacka &White, Garnier BeActive i Nivea fresh natural. Lubie każdy z nich, więcej o dezodorantach pisałam Wam <tu>  więc zachęcam do poczytania. 
Dużo było do twarzy, za to ku mojemu zaskoczeniu mało jest do pielęgnacji włosów.
Kallos Milk mask – maska do włosów i tutaj tak jak w przypadku poprzedniej wersji fioletowej utwierdziłam się, że dla moich włosów to jednak za mało. Ona nie jest zła i za cenę 10 zł za wielkie opakowanie nie spodziewam się budów, ale jakoś na koniec już ją męczyłam, żeby zużyć.
I kolejna miniaturka szamponu  z Alterra, który był dość słaby ale nie wiem czy to kwestia produktu czy tylko wersji mini, także nie kupię jej ponownie. 
Pielęgnacja ciała górą!
Boutique - mała wersja balsamu perfumowanego, miał ładny różanych zapach
Avon Naturals – mgiełki do ciała uwielbiam i ta bardzo ładnie pachniała
Yeves Rocher The Vert Green Tea – balsami, bardzo lekki, ale zapach genialny, kupuje go zawsze w zestawie z żelem pod prysznic
Garra Rufa Cosmetics – żel pod prysznic do cery problematyczne, dobrze dawał sobie rade i nie podrażniał. Pod koniec opakowania jednak już nie miał zapachu
Cetaphil – emulsja micelarna, jeśli macie cerę wrażliwą to polecam serdecznie, tak samo dla alergików, produkty tej firmy są bardzo fajne dla skóry 
Grupa tak zwana dodatkowa, czyli totalny misz masz, w którym znalazły się:
Citogla – bardzo przyjemne krople do oczu, nawilżają i nie podrażniają
L'occitane krem do rąk – pięknie pachnie i dobrze nawilża, jedyny minus to cena, bo niestety jest dość drogi
Chloe miniaturka perfumów – piękny zapach, niestety leżał gdzieś
Isana – najlepszy drogeryjny zmywacz do paznokci, znajdziecie go w Rossmann
Blanx white Shock – pasta, z którą wiązały się duże nadzieje a okazała się być tak beznadziejna, że nic tylko wywalić ją do kosza. Ani nie wybielała ani dobrze nie odświeżała, jedyne co miała miły smak.
I na koniec miniaturki oraz maseczki do twarzy i tutaj wszystko sprawdziło się super.
Conny Animal Mask – panda maseczka nawilżająca, bardzo polecam ich maseczki w płachcie, bo są super <czytaj więcej>
Delia Cosmetics Botanical Flow – ostatnio o nich pisałam <przeczytaj tu> tutaj mam wersję oczyszczjącą, bo wersję czerwoną miałam na wyjeździe i ją tam wyrzuciłam. Bardzo fajne maseczki
Pharmaceris a opti-sensilium krem duoaktywny przeciwzmarszczkowy pod oczy – próbki były na tyle duże, że przerzuciłam sobie kremik do mniejszego pojemniczka i używam pod oczy, bardzo fajnie nawilża skórę
La Roche Posay mini kremik do twarzy – zwyczajny nawilżający, myślę że jedna próbka to za mało żeby coś więcej o nim powiedzieć.
Ufff.. kto doczytał do końca daje znać w komentarzu! :D Napiszcie też, czy znacie, macie i czy lubicie któryś z tych produktów. Jak widzicie ja jestem z większości zadowolona i myślę, że denka właśnie to mają w sobie fajnego, że dopiero jak zużyjemy cały kosmetyk to możemy naprawdę się na jego temat czegoś dowiedzieć.
Mam nadzieję, że wpis ten był dla Was przydatny i że znalazłyście coś fajnego, nowego dla siebie.
Miłego dzionka! BUZIAKI

Share:
Read More
, , , , , ,

Wish lista - akcesoria marek luksusowych

Dzień dobry kochani!
Coraz większą uwagę zwracam na jakość rzeczy, które kupuję. Robiłam jakiś czas temu porządki w szafie <czytaj tu> i doszłam do wniosku, że w ciągu ostatnich dwóch lat do roku mój styl też się trochę zmienił. Nie kupuję już tylu rzeczy co kiedyś i coraz częściej stawiam na te z trochę wyższej półki, które są lepsze jakościowo i będą mi dłużej służyły.
Myślę, że lepiej dołożyć trochę więcej pieniędzy i kupić coś raz a porządnie niż co chwile wydawać drobniejsze kwoty na rzeczy, które po dwóch praniach nadają się tylko do chodzenia po domu, bo się sprały czy rozciągnęły.
Dziś zapraszam Was na drugą część mojej wish listy akcesoriów marek luksusowych, jakie chciałabym kupić w niedalekiej przyszłości. Jakiś czas temu pojawił się post z torebkami ekskluzywnymi <przeczytaj tu> a dziś skupie się na innych akcesoriach modowych.

Zacznę tym razem od akcesoriów marki Gucci.
Myślę, że słynnej nerki tej marki przedstawiać nie trzeba GG Marmont matelassé leather belt bag
Jedna z dwóch par butów sportowych, tutaj stawiałabym na klasykę, czyli białe buty z drobnymi eleentami ozdobnymi Ace sneaker with bees and stars lub Ace leather sneaker.
Brakuje mi w szafie dobrego, skórzanego, czarnego paska i myślę, że ten z GG byłby idealny jako jeden w szafie. Klasyczna wersja Leather belt with Double G buckle.
Podobają mi się także chusty GG jacquard pattern knitted scarf. Na zdjęciu zdecydowanie nie wygląda tak dobrze jak na żywo.
Kolejną rzeczą na mojej liście jest plecaczek z Louis Vuitton. Produkt w Polsce bardzo niedostępny, więc jeśli już to będę na niego „polować” zagranicą. Model, który mi się podoba to wersja praktycznie najmnijesza w wykończeniu Monogram Canvas - Palm Springs Backpack Mini.
Z LV mam już w swojej kolekcji kaszmirową chustę Monogram Shawl, którą bardzo lubię więc na mojej liście nie mogło jej zabraknąć. Obecnie mam całą czarną i teraz myślę nad szarą lub granatową – podobnie jak z Gucci, te elementy traktuję wymiennie – jeśli kupię szarą chustę z GG to już z LV nie będę jej brała.
Z Louis Vuitton kiedyś chciałabym także zaopatrzyć się w skórzaną bransoletkę albo Essential V Bracelet albo LV Twist Bracelet
Na mojej wish liście nie mogło zabraknąć butów. Oto kilka modeli, które szczególnie mi się podobają. Od lewej Run Away Trainer i Star Trail Ankle Boot.

I jak już jesteśmy przy butach to nie mogę nie wspomnieć o szpilkach od Christian Louboutin. Wystarczyłaby mi do pełni szczęście jedna para, klasycznych czarny, lakierowanych szpile na wysokim obcasie ze słynną czerwoną podeszwą.

I myślę, że tym akcentem zakończę moją listę. Jak widzicie nie ma w niej za dużo biżuterii, ale przyznaje, że w tej kwestii pierścionek zaręczynowy a następnie obrączka mi całkowicie wystarczą :D
Dajcie znać, czy Wy macie tego typu wish liste i czy są akcesoria wysokopółkowe, które Wam się marzą? Jestem bardzo ciekawa, może jest coś co i mi w oko wpadnie 😊
BUZIAKI
Share:
Read More