, , , , , , , , , , , ,

Nowości w szafie - zakupy!

Witajcie kochani!
Dziś zapraszam Was na wpis jaki dawno się na moim blogu nie pojawił, czyli Zakupy! Ostatnio były wyprzedaże i w sumie od początku roku kilka razy robiłam zamówienia online, więc trochę tych rzeczy mi się nazbierało do pokazania. Zachęcam Was do obserwowania mnie na Instagramie, bo tam dziele się z Wami nowościami na InstaStory i dzięki temu jesteście na bieżąco.
W dzisiejszym poście skupię się głownie na ubraniach i akcesoriach, a w kolejnym zbiorę dodatki do domu.
Tak jak pisałam Wam już kilkukrotnie ostatnio mój system zakupowy dość mocno się zmienił. Stawiam na jakość a nie ilość i mimo iż robię zakupy w sieciówkach takich jak Zara czy Mohito, to jednak jestem bardziej wybredna co do rzeczy i wybieram te lepsze jakościowo. 

Zacznę od zakupów jakie zrobiłam na stronie Answear i przyznam szczerze, że lubię robić zakupy na tej stronie, bo często trafiam na całkiem niezłe promocje i mogę kupić na niej ciuchy marek z troszeczkę wyższej półki, które niekoniecznie są dostępne stacjonarnie.
Dresy Tommy Hilfiger, kupiłam je w sumie z myślą o wyjazdach, na tak zwaną trasę, żeby było mi wygodnie, ale także na spacery z psem. Bo w szafie mam w sumie tylko leginsy i brakowało mi zwykłych spodni dresowych. Miałam je już nie raz ubrane i są wygodne.
T-shirt Guess i Tommy Hilfiger – polubiłam się z ich jakością oraz krojami. Mam już kilka w swojej szafie, więc postanowiłam zaopatrzyć się w dodatkowe kolory.
W związku z tym, że T shirty z Guess dobrze mi się sprawdziły postanowiłam kupić sobie sweterek z tej firmy. Wybrałam klasyczny czarny kolor z trochę mocniejszym akcentem na przodzie.
Jeśli chodzi o akcesoria to od dawna chciałam kupić sobie plecak i tu przyznaje, że jest to zakup sprzed dobrych kilku miesięcy, ponieważ plecak kupowałam sobie tuż przed moim urlopem. W szafie mam same torebki i duży plecak (który ma X lat) więc brakowało mi małego, bardziej eleganckiego plecaczka, do którego mogłabym wrzucić portfel, wodę, selfiesticka, jakieś chusteczki i inne pierdoły i iść np. na spacer, jechać na wycieczkę rowerową czy właśnie mieć ze sobą w trakcie zwiedzania. Zdecydowałam się ponownie na markę Guess i jak widzicie wybrałam model w kolorze czarnym bez większych zdobień z jedną dużą komorą z przodu a także kieszonka. Chociaż przyznam szczerze, że z niej nie korzystam, ponieważ nie ma ona zapięcia, więc pełni funkcję bardziej dekoracyjną. Miałam go ze sobą na wycieczce pod koniec zeszłego roku i bardzo jestem z niego zadowolona. 
Kolejnym sklepem, w którym robiłam zakupy jest Zara, jest to sieciówka którą lubię chyba najbardziej ze wszystkich obecnie dostępnych na polskim rynku. Aczkolwiek przyznam, że jakość ubrań w Zarze niestety przez lata się pogorszyła i teraz dość mocno selekcjonuje ubrania z tego sklepu. Myślę, że większość osób która lubi tą sieciówkę zauważyła to a patrząc na ceny jakie marka każe nam zapłacić za swoje ciuchy wcale nie wychodzą one tak tanio i czasem warto jest dołożyć kilkadziesiąt złotych i kupić coś markowego lepszej jakości.  
No i przyznam, że w Zarze zrobiłam zakupy już z myślą o lecie, bo akurat na wyprzedaży sporo takich produktów się znalazło. 

Na pierwszy rzut spodenki. Chciałam coś co będzie wygodne a zarazem będzie wyglądało bardziej elegancko. Wybrałam spodenki wyglądające jak spódniczka – jeszcze nie mam takich w swojej szafie. I będzie to też fajnie rozwiązanie do pracy czy na spacer. Wzór jest zwierzęcy, ale jakoś nawet mi się spodobał.
Kolejne są spodenki bardziej eleganckie w niebieskim kolorze, będą trochę dłuższe więc bez problemu założę je do biura.
Kolejną rzeczą, na którą trochę polowałam i przeszłam nie jeden sklep, ale ostatecznie wybrałam płaszczyk jesienno- wiosenny z Zary. Kupiłam go z zamysłem noszenia odpiętego z większą chustą. Ma elegancki krój i bardzo miły materiał.
Ponieważ chciałabym wprowadzić trochę więcej elegancji, ale wygodnej elegancji do moich strojów postanowiłam zamówić sobie także Body które bardzo fajnie będzie wyglądało zarówno przy spodenkach jak i przy spodniach. Wybrałam dwa modle
Kolejnym sklepem, w którym zrobiłam zakupy jest Mohito i tutaj zdecydowałam się na dwa sweterki i uwaga co mnie samą zaskoczyło są one z dokładnie tego samego modelu – a kupowałam je w dwóch różnych zakupach :D co może jedynie potwierdzić, że mają coś w sobie i mi się spodobały. Są bardzo miłe w dotyku i ładnie się prezentują. Model ten jest zdobiony złotą nitką. 
Tak ja pisałam wyżej chcę trochę wprowadzić więcej elegancji do moich strojów, dlatego też na lato kupiłam sobie kolejny szorty.  Ale nie kupowałam sobie kolejnych dżinsowych szortów, od których przyznam Wam szczerze że trochę już odchodzę a kupiłam sobie czarne eleganckie wykończony koronka bardzo ładnie leżą i będą fajne na lato ale także np. wieczorne wyjście.
W Mohito udało mi się wybrać także kilka T-shirtów. Ostatnio stawiam na dość proste i uniwersalne wzory.
Kupiłam także czapkę. Chciałam coś nowego, ale przyznaje, że ciężko było wybrać jakąś dobrze leżącą. Ta ma ładny kształt, pompon i elementy ozdobnej srebrzystej nitki wplecionej w materiał + kilku procentowy dodatek wełny. 

W Pepco udało mi się dostać bardzo fajny i wygodny stanik sportowy. Był za niewielkie pieniądze a jest na prawdę dobrze wykonany 
W Orsay już dawno nie mogę znaleźć nic interesującego dla siebie i przyznaję też że ich przeceny sa mało atrakcyjne w porwaniu z innymi sklepami. Kupiłam tylko jedną koszulkę z krótkim rękawem.
Skorzystałam z wyprzedaży na stornie Czas na buty :) Ceny tych butów nie były wysokie i przyznaje, że  niskie botki z paseczkami z przodu są fajnie wykonane. Te Czarne z kokardką z tyłu są trochę sztywne. Ale jestem zadowolona z "traperów" w odcieniu jasno szarym. Fajnie się prezentują i sa nawet spoko wykonane.
I ostatnia para, w której jestem zakochana na maxa! To śliczne dwustronne botki z DeeZee. Obcas ok10 cm z ekoskórki. Z wywnętrz są czarne a od zewnątrz wzór wężowy. 
I na butach myślę, że zakończę dzisiejszy wpis. Nie jest tego może jakoś przerażająco dużo, ale jestem zadowolona no i szafa została trochę odświeżona.  Szykują się w niej niebawem kolejne większe porządki. Jeśli jeszcze nie możecie zmotywować się do przeselekcjonowania rzeczy w swojej szafie, to zapraszam Was na post, w którym przedstawiałam Wam moje triki i sposoby.
Dajcie koniecznie znać co myślicie o moich zakupach. Może któraś rzecz zaciekawiła Was/ spodobała się Wam szczególnie. Napiszcie też co Wy ostatnio kupiłyście!  
BUZIAKI
Share:
Read More
, , , , , , , ,

Zakupy makijażowe z Cocolita

Dzień dobry kochani!
Dzisiaj przychodzę z szybkim wpisałem, którego dawno na moim blogu nie było. Jak widziałyście po tytule będą to Zakupy! Większość zakupów jakie ostatnio robię to zdecydowanie produkty pielęgnacyjne. Jak sięgam po kolorówkę, to po to co mi się sprawdziło i chętnie do tego wracam, lub kosmetyki, które bardzo mnie ciekawią i chce je przetestować. Ostatnio zrobiłam zamówienie w sklepie Cocolita. Trafiłam na ich stronę, ponieważ poszukiwałam dwóch podkładów, które dobrze znam i które fajnie mi się też sprawdzają i tam właśnie oba były dostępne a w dodatku w bardzo atrakcyjnych cenach. Oczywiście do mojego koszyka wpadło kilka dodatkowych produktów i o nich też dzisiaj Wam wspomnę.
Zacznę od podkładów, ponieważ to one były głównym powodem moich zakupów.
Pierwszym jaki wylądował u mnie w koszyku był mój ulubieniec od kilku dobrych lat, czyli Revlon Color Stay wersja do cery tłustej w odcieniach 180, który idealnie stapia się z kolorem mojej cery latem, kiedy jestem trochę bardziej opalona. A że szykuje mi się (mam nadzieję, że dojdą do skutku) kilka ważnych imprez i uroczystości to potrzebuje podkładu, któremu mogę w 100% zaufać i wiem że moja skóra będzie wyglądała nieskazitelnie, pięknie i że makijaż będzie utrzymywał się absolutnie przez cały dzień i wieczór.
Podkład ColorStay do cery tłustej i mieszanej firmy Revlon. Posiada formułę SoftFlex, która została opatentowana przez firmę Revlon.
Zawiera udoskonalone polimery, które ułatwiają aplikację oraz wpływają na zwiększenie poczucia komfortu. Podkład hipoalergiczny i bezzapachowy. Mocno kryjący, dzięki niemu ukryjesz wszystkie niedoskonałości i wypryski. Beztłuszczowa formuła podkładu nie zatyka porów.
Podkłady posiadają filtr SPF15. Podkład utrwala się w ciągu 60 sekund.

Drugi podkład wrzuciłam do koszyka z myślą o używaniu teraz, ponieważ obecnie jestem totalnie blada i potrzebowałam czegoś co będzie lekkie, świeże, ale jednocześnie długo utrzymujące się i przypomniałam sobie o dobrze znanymi i lubianym podkładzie z marki L’oreal wersja True Match. Wybrałam odcień 1D/1W Golden Ivory, który jest jasny, ale wpada w żółte tony i będzie bardziej pasował do mojej skóry. 
Produkt o nowej, ulepszonej formule True Match (hybrydowe pigmenty, lekkie olejki, witaminy).
Podkład precyzyjnie dopasowuje się do kolorytu skóry. Nie pozostawia smug, grudek i efektu maski.
Dobrze się rozprowadza, jest lekki i nie zatyka porów. Zapewnia skórze świeży, promienny wygląd.
Pozostawia cerę jednolitą, wygładzoną, nie obciążoną. Formuła podkładu dodatkowo nawilża skórę.
Podkład zawiera wit. A i C, ekstrakt z kiełków pszenicy i owoców winogron. Produkt zamknięty w eleganckiej, szklanej buteleczce.

Kolejnymi produktami są dwa korektory z marki Makeup Revolution, nad którymi myślałam już bardzo długi czas. Niestety stacjonarnie nigdy nie mogłam dostać najjaśniejszych kolorów a na ich stronie nie dość, że była pełna gama kolorystyczna, to jeszcze trafiłam na przecenę i kupiłam je za naprawdę niską cenę. Odcienie, na które się zdecydowałam to C2 oraz Banana. Oba ją jasne, oba w lekko żółtej kolorystyce, więc uznałam, że świetnie będą mi pasowały. Są one bardzo polecane i mają charakteryzować się lekkością a zarazem mocnym kryciem, więc jestem bardzo ciekawa jak się u mnie sprawdza.
Niezwykle lekki korektor w płynie o niesamowitym kryciu. Mocne krycie pozwala na ukrycie wszystkich zmian skórnych, a także cieni pod oczami. Nie uwydatnia zmarszczek ani porów skóry. Skutecznie rozświetla skórę - dzięki żółtej barwie.
Produkt jest o przedłużonej trwałości, wytrzyma wiele godzin na skórze. Delikatny aplikator nie podrażnia skóry. 

A na koniec pomadka z marki Maybelline Super Stay Matte Ink w odcieniu 60 Poet. Doskonale znam formułę tych pomadek i bardzo je lubię. Mam już dwa kolory wpadające w róż a tutaj chciałam coś w tonach nude i beżu. Opakowanie może delikatnie mylić, bo wpada w pomarańczowe tony, ale jest t dość popularny i lubiany odcień na co dzień. Pomadki z tej serii charakteryzuje bardzo mocna pigmentacja i doskonała trwałość i dlatego zdecydowałam się na kolejny kolor.
Super Stay Matte Ink to matująca szminka w płynie, której długotrwała formuła oferuje intensywny i trwały kolor.Wystarczy pomalować usta tylko jeden raz, a w ciągu dnia makijaż nie będzie wymagał retuszu. Szminka pozostaje na ustach nawet do 16 godzin, gwarantując zupełnie nowe możliwości!


Zakupy może nie duże, ale dające wiele możliwości. Bardzo się cieszę, że udało mi się dostać wszystko co chciałam a nawet więcej (też tak macie? :D u mnie zawsze w koszyku wyląduje coś dodatkowego!). Przyznaje, że byłam pozytywnie zaskoczona cenami na stronie oraz szybkością wysyłki i żeby nie było nie jest to post sponsorowany! Wszystkie produkty kupiłam za własne pieniądze, ale sklep zrobił na mnie dobre wrażenie i chętnie się z Wami nim dziele.
Dziękuję serdeczna za uwagę! Dajcie koniecznie znać, czy miałyście już może któryś z tych kosmetyków i jak Wam się sprawdził. Jeśli macie do polecenia inne drogerie internetowe tego typu, gdzie można dostać fajnie kosmetyki w jeszcze fajniejszych cenach to piszcie śmiał!
BUZIAKI
Share:
Read More
, , , , , , , , , , ,

Nowości Ava Laboratorium - Aloe Organic

Dzień dobry kochani!
Bycie eko jest coraz bardziej popularne. Jak wiecie na moim blogu i Instagramie ostatnio sporo pojawia się kosmetyków stawiających na naturalne składniki i uprawy ekologiczne. Coraz więcej marek w to inwestuje co mnie bardzo cieszy. Dziś przychodzę do Was na nową linią pielęgnacyjną z Ava Laboratorium. Nazywa się Aloe Organic i zawiera wyselekcjonowane naturalne oleje i składniki aktywne pochodzące z monitorowanych upraw ekologicznych. Głównymi składnikami, jakie znajdziemy w tej linii są masło aloesowe, organiczne ekstrakty z aloesu, opuncji figowej i hydrolatu lawendowego.
Jak zawsze marka dba o nas kompleksowo i do wyboru mamy kremy na dzień i na noc, serum oraz krem pod oczy. Nie przedłużając zapraszam na prezentację każdego z osobna.
Zacznę od kremu Aloe Organic na dzień.
98% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego
29% składników organicznych z plantacji monitorowanych

Producent zapewnia nas, że jest to certyfikowany krem na dzień, który ma działać przeciwzmarszczkowo i wygładzająco. Zawiera ekologiczne oleje i składniki aktywne, które przywracają młody wygląd skóry, skutecznie łagodzą podrażnienia, opóźniają proces starzenia, intensywnie nawilżają, ujędrniają i rewitalizują skórę. W formule znajdziemy między innymi masło aloesowe oraz organiczny soku z liści Aloe Vera z ekstraktem z opuncji figowej, witaminę C oaz ekstrakt z zielonej herbaty. 
Zacznę od tego, że bardzo podoba mi się smukłe, wysokie, szklane opakowanie i to, że ma pompkę. Można łatwo i higienicznie wycisnąć odpowiednią ilość kremu na dłoń. Konsystencja jest lekka, przyjemna. Od razu czujemy efekt nawilżenia. Krem szybko się wchłania i dobrze współpracuje z makijażem. Nic się nie waży, skóra jest gładka i dobrze nawilżona. 

Drugim ważnym kremem w pielęgnacji jest Aloe Organic krem z aloesem na noc
98% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego
31% składników organicznych z plantacji monitorowanych

To naturalny, organiczny krem z aloesem oraz dodatkiem drogocennego ekstraktu z opuncji figowej opracowany specjalnie z myślą o stosowaniu na noc. Organiczna kompozycja stworzona z soku z liści aloesu, opuncji figowej i rumianku ma długotrwałe działanie nawilżające, zmniejsza podrażnienia i zaczerwienienia. Poprzez zawartość naturalnego kwasu fitowego krem pomaga również w redukowaniu przebarwień i innych niedoskonałości cery, dzięki czemu uzyskuje ona jednolity koloryt oraz naturalny blask.
Krem na noc ma, jak widzicie takie samo opakowanie. Ale tutaj konsystencja jest już bardziej zbita i ma trochę inny zapach, który ciężko mi jest sprecyzować, trochę ziołowy – myślę, że to za sprawą rumianku.  Na szczęście jest wyczuwalny tylko przez chwilę więc myślę, że nie będzie nikomu przeszkadzał. Skóra jest dobrze nawilżona i coś co warto podkreślić nawilżenie utrzymuje się aż do rana. Ładnie wygładza, koi i regeneruje. 
Już nie raz wspominałam Wam, że pielęgnację warto wzbogacić o serum. Jest ono zwykle bardziej treściwe i skoncentrowane. Seria Aloe Organic posiada Serum do twarzy anti-aging
99% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego
20% składników organicznych z plantacji monitorowanych

Serum ma łagodzić podrażnienia, hamować powstawanie wolnych rodników oraz głęboko nawilżać. Dodatkowo jak sama nazwa nam sugeruje ma działanie przeciwzmarszczkowe. Działanie odmładzające serum wynika z połączenia organicznych ekstraktów z aloesu, opuncji figowej i zielonej herbaty oraz hydrolatu lawendowego. Żelowa konsystencja pozwala na wchłonięcie się większej ilości substancji aktywnych pozostawiając skórę gładką, jędrną, elastyczną, odświeżoną i nawilżoną.
Serum to jeden z moich ulubionych kosmetyków tej serii. Opakowanie szklane wygodne z pompką. Konsystencja mnie zaskoczyła, ponieważ jest wodnisto-oleista ale bez tłustej warstwy. Na początku patrząc na samo opakowanie spodziewałam się żelu a tutaj nie! Płynna formuła jest miła i nielepiąca się a to jest dla mnie ważne. Po aplikacji od razu czujemy lekko chłodny efekt i fajne nawilżenie. Ku mojemu zdziwieniu szybko się wchłania i jest dobrą bazą pod krem na noc – bo przy wieczornej pielęgnacji go głownie używam, aczkolwiek przez swoją lekką i nie tłustą formułę dobrze sprawdzi się też na dzień. Skóra stała się wyraźnie gładsza i wyglądam na bardziej wyspaną. Nie mam też problemu z przesuszonymi od podkładu miejscami, co jest dużym plusem. 
Plusem jest także zapach, który jest przyjemny i lekko miodowy. 
Moje must have w pielęgnacji to jak zapewne dobrze wiecie krem pod oczy. Dlatego też nie mogło go zabraknąć w dzisiejszej recenzji Aloe Organic Krem pod oczy anti-aging.
98% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego
24% składników organicznych z plantacji monitorowanych

Ten certyfikowany krem pod oczy zapobiega starzeniu się skóry chroniąc ją przed negatywnymi wpływami czynników zewnętrznych i wysuszeniem. Zawiera kompozycję ekstraktów z opuncji figowej, znanej z silnego działania odżywczego i nawilżającego oraz z aloesu, o właściwościach regenerujących i odmładzających. Ma mieć lekką konsystencję i szybko się wchłaniać. Znajdziemy w nim także dodatkowe składniki takie jak naturalny beta-glukan pozyskiwany z pędów owsa, emolienty z oliwy z oliwek i olej macadamia. 
Przyznaje, że jestem dość wymagająca jeśli chodzi o kremy pod oczy. Jest to ta część mojej twarzy na którą zwracam szczególną uwagę. Z Ava Laboratorium miałam już przyjemność testowania kilku kremów pod oczy i ich formuła dobrze mi się sprawdza. Nic więc dziwnego, że z tym kremem także się polubiłam (i zanim zaczęłam go używać miałam ogromną nadzieję, że tak się stanie.
Kremik ma przyjemną i lekką konsystencję i nie jest obciążający dla skóry. Faktycznie wchłania się szybko ale czuć ten efekt nawilżenia. Dobrze współpracuje z moimi korektorami, więc nie mam problemu z nałożeniem makijażu po jego użyciu.

Moje podsumowanie będzie krótkie. Ava Laboratorium stworzyła kolejną bardzo udaną serię! Duży plus za naturalne składniki i stawianie na bycie Eko. Jest to dla mnie bardzo ważne. Kosmetyki bardzo dobrze mi się sprawdzają i chętnie sięgam po nie na co dzień. Jestem bardzo ciekawa, czy miałyście już może tą serię? Albo stosowałyście inną z tej firmy, którą możecie polecić. Dajcie koniecznie znać!
Stawiacie na bycie Eko? Lubicie naturalny skład? Ta seria będzie właśnie dla Was.
BUZIAKI
Share:
Read More
, , , , , , , , , ,

GARNIER Fructis Hair Food PAPAYA - szampon, odżywka i maska

Dzień dobry kochani!
Zapraszam Was dziś na jeden z moich ulubionych tematów jakim są włosy! O serii Fructis Hair Food od Garnier wspominałam Wam już nie raz. Maski do włosów oczarowały mnie totalnie. Nic więc dziwnego, że jak tylko pojawiła się cała linia produktów to od razu do mnie trafiły!

Seria zawiera: szampon, odżywkę oraz maskę i dziś chciałabym zaprezentować Wam wersję PAPAYA ale także polecam GRANAT (który pachnie jak mamba! #inlove)
Każde opakowanie Superowoców Fructis wzbogacone zostało o zastrzyk aktywnej esencji owocowej. Super odżywcza, innowacyjna formuła sprawi, że Twoje włosy nasycą się i wzmocnią, a dzięki naturalnym właściwościom owoców, nabiorą siły i blasku!
Szampon dostajemy w wygodnym opakowaniu. Całą tą serię charakteryzuje śliczny zapach. Szampon ładnie się pieni i delikatnie oczyszcza włosy oraz skórę głowy. Nie plącze włosów i nie powoduje uczucia szorstkości co mi się bardzo podoba. 
Odżywka jest w takim samym opakowaniu co szampon, tylko w jaśniejszej kolorystyce. I powiedziałabym, że w konsystencji przypomina standardowe odżywki tak zwane ekspresowe, które nakładamy na włosy i po chwili spłukujemy. Konsystencja jest dość lekka. Tutaj muszę jej trochę nałożyć na włosy, żeby mieć poczucie, że jest zaaplikowana wszędzie. Włosy po niej są wyraźnie gładsze w dotyku, łatwo się rozczesują i nie ma problemu z ich układaniem. 
Regenerująca maska do włosów zniszczonych
Papaya Hair Food jest do włosów zniszczonych, wymagających odbudowania, łamliwych, matowych i szorstkich.
Maska zamknięta jest w duże, zakręcane opakowanie. Ma gęstą konsystencję, ale nie jest mocno zbita. Zabarwienie delikatnie beżowe/pudrowo pomarańczowe. Genialny zapach, który jest słodki, świeży i bardzo mi się podoba. Nie trzeba jej dużo nakładać na włosy, ale poczuć różnicę. Ja mam włosy bardzo długie i stwierdzam, że jest ona wydajna.
Włosy są gładsze, łatwo się rozczesują i super pachną. 

Tak jak pisałam Wam wyżej miałam także wersję z granatem i była równie dobra. A z tego mogę wnioskować, że każda z Was znajdzie z tej linii produkt przystosowany dla swoich włosów i będzie zadowolona.
Znacie? Macie? Lubicie?
Ja polecam Wam gorąco!
BUZIAKI
Share:
Read More
, , , , ,

Recenzja! Silver szampon do włosów blond

Dzień dobry kochani!
Dzisiejszy post kieruję do osób z rozjaśnianymi włosami i tych które mają problem z żółtymi tonami na swoich włosach. Ja sama farbuję włosy już od wielu lat. Naturalnie są one w kolorze ciemnego blondu więc jak możecie się domyślać trochę je rozjaśniam.
Rozjaśnianie włosy mają jednak tendencję do utraty jasnego pigmentu i częstym ich problemem są żółte tony. Możemy oczywiście stosować płukanki – i kiedyś Wam o tym pisałam <klik>. Jednak zauważyłam, że płukanki wysuszają włosy i zdecydowanie bardziej wolę szampony. Działają one może mniej intensywnie, ale nie niszczą włosów i nie trzeba szczególnie nic przygotowywać.
Stosowałam wiele różnych wersji, ale jedna szczególnie zapadła mi w pamięci i uważam, że zasługuje na wyróżnienie. 
Szampon Swiss-o-Par Silver Shampoo – bez problem dostaniecie go w drogeriach typu Rossmann czy Hebe za ok 15-17 zł. Ja najczęściej kupuję go na promocjach za niecałe 13 zł, więc myślę, że jest to fajna cena. 
Szampon ten został opracowany specjalnie do włosów siwych lub rozjaśnianych. Intensywna, fioletowa substancja czynna usuwa z włosów niepożądany żółty odcień. Siwe lub mocno rozjaśnione włosy uzyskają delikatny srebrzysty połysk. Wykluczono możliwość zafarbowania skóry-fioletowa substancja czynna ulega po prostu spłukaniu. 
I tutaj muszę przyznać na wstępie, że bardzo lubię ten szampon i wracam do niego regularnie. Nie trzeba go dużo i dobrze się pieni – po wmasowaniu we włosy zawsze zostawiam go na kilka minut, aby fioletowa substancja czynna miała czas na działanie (producent także zaleca trzymać go na włosach ok minutę). Jest to wręcz powiedziałabym koniecznie, ponieważ szampon musi mieć czas na działanie. Włosy nie dość, że są ładnie oczyszczone to jeszcze zdecydowanie jaśniejsze. Dobrze radzi sobie z żółtymi tonami i ładnie je niweluje.
Jestem bardzo zadowolona z rezultatów i z czystym sumieniem polecam Wam ten kosmetyk.
A Wy, jak radzicie sobie z żółtymi tonami?
BUZIAKI

Share:
Read More
, , , , ,

Nowe zapachy Orifalme i Yves Rocher

Dzień dobry kochani!
Czy Wam już też brakuje słońca i ładnej pogody? Ja przyznaję, że ostatnio jak kilka godzin było tak pięknie słonecznie to odczułam dość mocną potrzebę powrotu wiosny! Póki co od rana ulewa, ale mam nadzieję, że za niedługo się poprawi. Bo przydałoby się móc naładować bateryjki.
Dziś przychodzę do Was z nowościami zapachowymi. Jak doskonale pewnie wiecie mam bzika na punkcie zapachów. Dajcie znać jakie zapachy Wy lubicie. Ja w sumie cały rok używam tych świeżych, słodkich i wprawiających mnie w dobry nastrój.

Perfumy które zobaczycie niżej są z dwóch marek Orifalme oraz Yves Rocher.
Pierwszy zapach, który ostatnio przedstawiałam Wam nawet na Instagramie stał się moim ulubieńcem i ostatnio towarzyszy mi codziennie – i mimo iż na zdjęciu widać już lekkie zużycie, to przyznam, że została mi go już tylko połowa (a to już o czymś świadczy). Dodatkowo dostałam sporą ilość komplementów mając go na sobie.
Woda perfumowana Infinita
Kategoria: kwiatowo-owocowo-drzewna
Nuty bazy: - jaśmin wielkokwiatowy
Nuta głowy – różowy pieprz, madarynka
Nuta serca– drewno kaszmirowe
Drugi zapach z Oriflame jest totalnym przeciwieństwem od wszystkich jakie Wam dzisiaj tutaj przedstawię. Jednak uważam, że czasem bardziej stonowany i elegancki zapach w toaletce się przydaje. Myślę też, że flakonik Wody perfumowanej Magnetista mówi sam za siebie, ponieważ wygląda pięknie i od razy przyciąga wzrok. Zapach zaś jest dość ciężki, stonowany, ale przytulny i na pewno nie dla każdego.
Nuty głowy: nerola, różowy pieprz, czarna porzeczka
Nuty serca: passiflora, jaśmin, kwiat brzoskwini
Nuty bazy: piżmo, drzewo sandałowe, wanilia
Kolejny zapach jest połączeniem elegancji z moją ulubioną słodyczą. Mamy tutaj zarówno nuty kwiatowe, owocowe jak i korzenne. Jest to Woda perfumowana Autour de Minuit z Yves Rocher. Ładny, prosty flakonik, ale ma coś w sobie. Zapach mimo takiego mixu jest stonowany z nutą słodyczy i kwiatów.
Nuty zapachowe to przede wszystkim: Irys, wetyweria, mandarynka i paczula
A na koniec iście letni zapach, który jest mi dobrze znany i tak bardzo lubię go w sezonie wiosenno letnim, że pojawił się u mnie ponownie. Jest to Woda toaletowa Naturelle także z Yves Rocher.
Jego zapach jest świeży, słodki i długo się utrzymuje. Jest bardzo energetyczny.
Nuty głowy: zielone jabłko, bergamotka włoska, cytryna kalifornijska, aksamitka
Nuty serca: jaśmin, kwiat brzoskwini
Nut głębi: ambra, piżmo, cedr
Każdy z tych zapachów jest inny i każdy ma coś w sobie. Dajcie znać, które nuty zapachowe przemawiają do Was najbardziej i po jakie zapachy Wy najczęściej sięgacie.
Miłego dnia i cudownej pogody!
BUZIAKI
Share:
Read More